Rtm. Henryk Leliwa-Roycewicz

W historii Wojska Polskiego rotmistrz Henryk Leliwa-Roycewicz zajmuje miejsce szczególne. Jest przedstawicielem pokolenia, które w 1918 roku podjęło walkę o niepodległość i – podobnie jak wielu jego rówieśników – walce tej poświęcił cale życie. Jednak niezwykle rzadko zdarza się, by losy jednego człowieka stały się ilustracją całej epoki i obrazowały dzieje narodu.

Zbigniew Chmielewski „Olimpijczyk”

Urodził się 30 lipca 1898 roku w Janopolu, majątku ziemskim swego ojca na Litwie. . Szkolę średnią ukończył w Kownie.

W 1917 roku był członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej, a rok później wstąpił do wojska polskiego i służył w Wileńskirn Pułku Ułanów. W roku 1920 ukończył Szkolę Podchorążych w Warszawie, a następnie Szkolę Oficerską w Grudziądzu, którą ukończył w stopniu podporucznika.
W latach 1921-1939 miał przydział do 25 Pułku Ułanów Wielkopolskich. Po ukończeniu Kursu Instruktorów Jazdy Konnej (1924) w Grudziądzu oraz specjalnego kursu jeździeckiego (1926) należał do ekipy oficerów wyjeżdżających na zawody za granicę.

W czasie II Wojny Światowej dowodził szwadronem 25 Pułku Ułanów Wielkopolskich i był ciężko ranny. Od 1941 roku służył w Armii Krajowej jako rotmistrz Leliwa. 

W Powstaniu Warszawskim dowodził, w randze majora, Batalionem AK „Kiliński”.

SREBRNY MEDALISTA OLIMPIJSKI

Rotmistrz Leliwa-Roycewicz to jedna z najwybitniejszych postaci w polskim sporcie olimpijskim. Jego występ na Igrzyskach w Berlinie w 1936 roku przeszedł do historii. W zawodach, rozgrywanych w cieniu hitlerowskiej swastyki, organizatorzy robili wszystko, aby utrudnić zagranicznym zawodnikom drogę do medali. W rezultacie sędziowskiej „pomyłki”, Roycewicz na swym koniu Arlekin III, musiał przejechać dodatkowo 4 kilometry. Jednocześnie próbowano zdyskwalifikować drugiego polskiego zawodnika rotmistrza Zdzisława Kaweckiego, a trzeci reprezentant wypadł na igrzyskach słabiej niż zwykle. 

Dopiero po wielu miesiącach od zakończenia olimpiady Międzynarodowa Federacja Jeździecka rozstrzygnęła sprawę i po rozpatrzeniu protestów ogłosiła, że Polska zajęła drugie miejsce w Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego i zdobyła srebrny medal. To jeden z największych skandali w historii igrzysk olimpijskich.

PIERWSZY UŁAN RZECZYPOSPOLITEJ

Przed wybuchem II Wojny Światowej rotmistrz Roycewicz był trenerem jeździectwa w Szkole Kawalerii w Grudziądzu. We wrześniu 1939 roku zjawił się na granicy z Prusami Wschodnimi wraz ze swym macierzystym 25. Pułkiem Ułanów Wielkopolskich. Dla rotmistrza był to drugi udział w wojnie – dwadzieścia lat wcześniej walczył na Wileńszczyźnie z bolszewikami. W ostatnich dniach września, po bitwie z Niemcami pod Krasnobrodem, szwadron dowodzony przez rotmistrza Roycewicza, został otoczony przez oddział Armii Czerwonej, a sam dowódca ciężko ranny dostał się do niewoli.

Dzięki ucieczce ze szpitala w Stryju, uniknął losu pozostałych oficerów, którzy zostali zamordowani w Katyniu, i przedostał się do Krakowa. Leczenie ciężko kontuzjowanej nogi trwało prawie rok. Wiosną 1941 roku wyjechał do Warszawy i rozpoczął działalność konspiracyjną przybierając pseudonim „Leliwa”, pochodzący od rodowego herbu.

DOWÓDCA BATALIONU „Kiliński"

W 1943 roku rotmistrz Henryk Leliwa-Roycewicz objął dowództwo batalionu „Kiliński”. W Powstaniu Warszawskim był to jeden z największych oddziałów — 2000 żołnierzy (poległo 506, ok. 900 zostało rannych). Pod względem strategicznym najważniejszym zwycięstwem batalionu było zdobycie gmachu PAST-y. Ostateczny zwycięski atak nastąpił w nocy z 19 na 20 sierpnia 1944 roku. Wzięto do niewoli 115 jeńców niemieckich, zdobyto blisko 100 sztuk broni; straty własne to 36 zabitych i 63 rannych. 

Sceny z walk o PAST-ę utrwalił na taśmie fotograficznej olimpijczyk, kronikarz Powstania, Eugeniusz Lokajski, ps. „Brok”. 8 września, prowadząc natarcie na ruiny kina Colosseum przy ulicy Nowy Świat, rotmistrz Roycewicz został ciężko ranny. Po wyjściu ze szpitala przyłączył się do ludności cywilnej a po upadku Powstania ukrywał się w okolicach Grójca.

PO WOJNIE

Wiosną 1946 roku, wspólnie z pułkownikiem Janem Mazurkiewiczem, dowódcą zgrupowania „Radosław”, utworzył społeczny komitet, który z ulic i placów miastaekshumował poległych powstańców. Pogrzeby 103 żołnierzy batalionu ,,Kiliński” na Wojskowych Powązkach przekształciły się w manifestacje patriotyczne. W konsekwencji rotmistrz „Leliwa” podzielił los wielu innych dowódców AK.

W 1949 roku został aresztowany i oskarżony m.in. o próbę obalenia ustroju. Na wolność wyszedł w 1953 roku. W 1956 roku Rotmistrz został uniewinniony i zrehabilitowany. Wrócił do ukochanego jeździectwa. Odnajdując się i czerpiąc przyjemność z pracy jako sędzia, trener i autor licznych publikacji fachowych. Powołał do życia Komisję Środowiskową Żołnierzy Batalionu „Kiliński”. W 1990 roku uzyskał stopień pułkownika Wojska Polskiego.

Rotmistrz Henryk Leliwa-Roycewicz zmarł 18 czerwca 1990 roku. Spoczywa w kwaterze batalionu „Kiliński” na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.

BITWA O KRASNOBRÓD — ostatnia bitwa kawalerii

Krasnobród to stare, szesnastowieczne miasteczko, koto Zamościa. 23 września 1939 roku ułani 25. Pułku Wielkopolskiego stoczyli tu jedną z ostatnich w kampanii wrześniowej zwycięską bitwę. Po raz ostatni w dziejach kawalerii europejskiej w walce zostały użyte lance .(…) O godzinie szóstej rano na skraju lasu na rozległym płaskowyżu pojawił się generał Anders w towarzystwie swego sztabu. W lesie stał 25. Pułk Ułanów Wielkopolskich. (…) Po krótkiej naradzie z pułkownikiem Żelisławskim generał podjął decyzję o rozpoczęciu ataku — szwadron rotmistrza Roycewicza ma uderzyć na tabory znajdujące się na przedmieściach (…). 

Sto pocisków na sekundę przelatywało nad polem bitwy. Trzask fali balistycznej zlewał się w pulsujący łomot. Tyraliera ruszyła do przodu. Odezwały się niemieckie karabiny maszynowe i moździerze, ale nic nie było w stanie powstrzymać atakujących. (…) Stojący po drugim brzegu rzeki sztabowcy obserwowali przebieg akcji. Byli pod wrażeniem tego, co oglądali. (…) Znawca dziejów polskiej kawalerii, rotmistrz Janusz Wielhorskl napisał: Mimo zdecydowanej przewagi ogniowej, Niemcom nie udało się zatrzymać szybkich postępów polskich. Postępy te były zresztą okupione ciężką daniną krwi, gdyż w szeregach ułańskich coraz częściej padali ranni i zabici. Mimo to bohaterski szwadron rotmistrza Roycewicza (…) podchodził coraz bliżej stanowisk niemieckich.

Zbigniew Chmielewski „Rotmistrz Henryk Leliwa-Roycewicz i jego żołnierze”

MEDALE I ODZNACZENIA